Magiczne mgły. Uwielbiam je.
Otulają tak szczelnie swoim zimnem i wilgocią.
Wyłażę w tą ciemność kilkanaście razy przed snem. Otwieram drzwi i zapraszam do środka.
Bojaźliwe jakieś. Trzymają się swojej szarości. Gardzą moją izbą, rozświetlonymi kominkiem ciepłymi ścianami, muzyką i życiem.
Trudno. Więc ja wychodzę im na spotkanie. Najgorszy pierwszy krok, pierwsza zmrożona trawa, pierwsze rozmyte, nierealne drzewa. Przemykam do furtki. Naciskam mokrą klamkę i już, już mam ją Całą. Całą moją, ponad łąką, w świetle przydrożnej latarni. Hen daleko, aż po rzekę i ścianę lasu.
Jeśli ten las jeszcze istnieje.. Jeśli sąsiad mieszka obok? Jeśli sąsiadka już wróciła do domu? Dzisiaj nic nie wiem na pewno.. Przekonam się jutro rano, albo i nie..
Ranek:
