czwartek, 30 października 2014

Optymistyczniej?

Mgły, mgły, mgły snują się rano, za dnia i po nocach.
Magiczne mgły. Uwielbiam je.
Otulają tak szczelnie swoim zimnem i wilgocią. 
Wyłażę w tą ciemność kilkanaście razy przed snem. Otwieram drzwi i zapraszam do środka.
Bojaźliwe jakieś. Trzymają się swojej szarości. Gardzą moją izbą, rozświetlonymi kominkiem ciepłymi ścianami, muzyką i życiem.
Trudno. Więc ja wychodzę im na spotkanie. Najgorszy pierwszy krok, pierwsza zmrożona trawa, pierwsze rozmyte, nierealne drzewa. Przemykam do furtki. Naciskam mokrą klamkę i już, już mam ją Całą. Całą moją, ponad łąką, w świetle przydrożnej latarni. Hen daleko, aż po rzekę i ścianę lasu.
Jeśli ten las jeszcze istnieje.. Jeśli sąsiad mieszka obok? Jeśli sąsiadka już wróciła do domu? Dzisiaj nic nie wiem na pewno.. Przekonam się jutro rano, albo i nie..

Ranek:

środa, 8 października 2014

Ni tak ni siak

Telepie... momentami, potem krótka przerwa i znowu.
Trzeba dziś odwiedzić moją przemiła dochtorkę i pewnie pastyleczki kolejne łyknąć.
Przydałaby się wymiana poglądów, tylko czasu brak. A czas drogi: 100zł za 15 minut.
Bo mam swoją teorię, tylko niestety swoją. Nijak jej zweryfikować. Dochtorka ze wszystkim zawsze się zgadza.
No więc tak sobie myślę, że mi przez ostatnie lata tylko określone ośrodki w mózgu były pobudzane /i to mocno/. Kiedy tych pobudzeń zabrakło człowiek wpadł w depresje i musi sobie sztuczne neuroprzekaźniki sprawić. A tak po chłopsku to zwyczajnie brak mi jakiegoś nowego, pasjonującego zajęcia co by mnie całkiem pochłonęło. Tylko jakie???
Trudno wracać do starych scenariuszy: koni, kur, agroturystyki, lasu.. A z drugiej strony nic jak one właśnie nie dają tyle wrażeń wszelakich i zadowolenia.
Jak tu wracać do związku gdy już nie istnieje? Moje miejsce już zajęte, zresztą... kto by chciał? Szukać nowego? Nie w moim stylu..
Pustka...
Zapełniam czas jakimiś bzdurami. Minuta po minucie, godzina po godzinie, dzień po dniu. Życie swoje toczę powoli do przodu. Gdzie i po co??? A no po Nic... Więc na diabła..
Instaluję w kuchni kolejny kominek. Wypełnię brak mego żaru jego ciepłem. Tak myślę..

Za zakrętem życia jest poślizg. Próbując z niego wyjść, wciąż nosi mnie z jednej strony na drugą, obijam się o drzewa, koziołkuję. Czy się zatrzymam i gdzie? I czy będę zdolna do dalszej podróży??
Ech żyźń..
A tu jesień taka piękna