środa, 31 grudnia 2014

Chyba przesadziłam

..dziś rano na liczniku 48 kg. To już nie liceum a podstawówka. Przy wzroście 160 cm.
Toż całe święta żarłam, nie jadłam. I taki efekt?
Nic nie rozumiem. Jakieś czary. Moje pastylki szczęścia podobno powodują tycie. Więc gdzie ono?
Chyba jestem jedną z nielicznych białogłowych, która chce PRZYTYĆ!!!
A z drugiej strony tak ..lekko i zgrabnie nawet.
Jeśli kilogramy przywrócą mi spokój, zadowolenie i sens to mogę tyć, tyć i tyć. Nic nie zastąpi dobrego samopoczucia, wygląd jest drugorzędny. Do tego doszłam na koniec mijającego roku i to daję pod rozwagę wszystkim niezadowolonym z nadmiaru ukochanego, swojego własnego ciałka.

czwartek, 18 grudnia 2014

Bujam się

Raz górka, raz dołek.
Niebawem pół roku minie na tej huśtawce.
Irytujące bardzo ale odczuwam nieuchronność tego stanu, jakiś głębszy sens, prawo od losu do przerwy w życiu. Najpierw się buntowałam, walczyłam, teraz przyjmuję na klatę, godzę się i akceptuję.
A więc tak wygląda depresja.
Tak przeżywają ją inni chorzy. Młodzi, starzy ... coraz więcej i więcej..
Jedni wychodzą, inni szamoczą się latami. Jak trafnie to określiła moja sąsiadka: poruszają się jak w budyniu. Każdy ruch czy myśl to morderczy wysiłek. Wszystko przeraża.
Do dupy z takim życiem.
Nawet bronić się nie da rady. Tylko nadzieja, że minie, kiedyś.. może..
Dwa dni temu wieszał się sąsiad. Nieskutecznie. Reanimowałyśmy go.. Żyje.. Wrócił do domu. Patrzy pełnymi zdziwienia oczami na wszystko dookoła. Nie wierzy, że powrócił. Przynajmniej on... szczęściarz. Tylko na jak długo?

środa, 19 listopada 2014

NieWolna Wola na niepogode

Ot pogoda.
Wieje zimowy wiatr choć na świecie jeszcze jesień. Szaro, mglisto, czasem zasiąpi.
I bez deprechy deprecha murowana.
Więc kiedy mi się już dwie nakładają dziwny optymizm zaczynam odczuwać.
Czytam okoliczne blogi. Ileż w nich życia. Tak, życia. Autentycznego odczuwania tego co tu i teraz. Jakież to radosne. Tylko ten wie i doceni kto na ułamek życia to odczuwanie stracił.
Autentyczne odczuwanie otaczającej rzeczywistości. Bez żadnych skoków w bok, do podświadomości. Branie życia jakim jest bez dogłębnych analiz. Bez dzielenia włosa na czworo i pięcioro. Bez gmerania w przeszłych traumach. Bez pretensji o wybory, o decyzje lub ich brak. I do całego Świata żeś mnie taką, a nie inną stworzył. Bez wyrzutów do najbliższych, że lepili, układali i łamali na swój urojony sposób. I ze teraz to wszystko wyłazi, wylewa się, wali do głowy, spokoju nie daje. A może daje? Wreszcie, powolutku daje?
Zaczynam rozumieć ... mechanizm i sens. Prosty mechanizm ludzkich zachowań, które ukształtowały wcześniejsze przodków zachowania, a tych jeszcze wcześniejsze... I tak sięgając do pra..pra..pra przyczyn widzę jaka to wielka siecią połączeń jesteśmy wszyscy. Przeszli, obecni i przyszli. I nie uciekniesz człowieku od swego przeznaczenia, ani nie zrobisz Nic innego ponad to co dane Ci jest zrobić i na co pracuje cały wszechświat.
Zaczynam przyznawać racje memu mentorowi. Jak bardzo wydaje nam się, ze podejmujemy decyzje świadomie. Podejmuje je nasza podświadomość jako wypadkowa milionów okoliczności przeszłych i obecnych, o których istnieniu często nie mamy pojęcia. A one wyznaczają nasze ścieżki.
Czy wiec nasza Wola jest wolna? Czy ja w ogóle posiadamy? Czyżby J. miał racje, ze nie..?


poniedziałek, 3 listopada 2014

Zbuntowana?

No i nie zapaliłam w Kapliczce Przodków świeczki, nie wypiłam stakańczyka  pod świerkiem, nie przyniosłam pieroga z obiadowego stołu. W tym roku tego Nie Uczyniłam!!!!
Pewnie dlatego, że Przodkowie z kapliczki byli nasi wspólni. I exa i moi. Kiedyś byłam i tamtym wdzięczna za nasze połączenie i wspólne życie. Teraz już nie jestem.
Czas wdzięczności się skończył.
Nie zapaliłam świeczek nawet na psim cmentarzu. Robiłam to przez ostatnie 14 lat. Rzuciłam tylko białe chryzantemy na ostatni grób. To wszystko.
Wybaczcie mi moje czworonogi. Pogadamy innym razem. Gdy czas buntu się wypali. Spotkamy się za rok. Jeśli nikt nie przeorze Waszych mogił.. Może nie...

czwartek, 30 października 2014

Optymistyczniej?

Mgły, mgły, mgły snują się rano, za dnia i po nocach.
Magiczne mgły. Uwielbiam je.
Otulają tak szczelnie swoim zimnem i wilgocią. 
Wyłażę w tą ciemność kilkanaście razy przed snem. Otwieram drzwi i zapraszam do środka.
Bojaźliwe jakieś. Trzymają się swojej szarości. Gardzą moją izbą, rozświetlonymi kominkiem ciepłymi ścianami, muzyką i życiem.
Trudno. Więc ja wychodzę im na spotkanie. Najgorszy pierwszy krok, pierwsza zmrożona trawa, pierwsze rozmyte, nierealne drzewa. Przemykam do furtki. Naciskam mokrą klamkę i już, już mam ją Całą. Całą moją, ponad łąką, w świetle przydrożnej latarni. Hen daleko, aż po rzekę i ścianę lasu.
Jeśli ten las jeszcze istnieje.. Jeśli sąsiad mieszka obok? Jeśli sąsiadka już wróciła do domu? Dzisiaj nic nie wiem na pewno.. Przekonam się jutro rano, albo i nie..

Ranek:

środa, 8 października 2014

Ni tak ni siak

Telepie... momentami, potem krótka przerwa i znowu.
Trzeba dziś odwiedzić moją przemiła dochtorkę i pewnie pastyleczki kolejne łyknąć.
Przydałaby się wymiana poglądów, tylko czasu brak. A czas drogi: 100zł za 15 minut.
Bo mam swoją teorię, tylko niestety swoją. Nijak jej zweryfikować. Dochtorka ze wszystkim zawsze się zgadza.
No więc tak sobie myślę, że mi przez ostatnie lata tylko określone ośrodki w mózgu były pobudzane /i to mocno/. Kiedy tych pobudzeń zabrakło człowiek wpadł w depresje i musi sobie sztuczne neuroprzekaźniki sprawić. A tak po chłopsku to zwyczajnie brak mi jakiegoś nowego, pasjonującego zajęcia co by mnie całkiem pochłonęło. Tylko jakie???
Trudno wracać do starych scenariuszy: koni, kur, agroturystyki, lasu.. A z drugiej strony nic jak one właśnie nie dają tyle wrażeń wszelakich i zadowolenia.
Jak tu wracać do związku gdy już nie istnieje? Moje miejsce już zajęte, zresztą... kto by chciał? Szukać nowego? Nie w moim stylu..
Pustka...
Zapełniam czas jakimiś bzdurami. Minuta po minucie, godzina po godzinie, dzień po dniu. Życie swoje toczę powoli do przodu. Gdzie i po co??? A no po Nic... Więc na diabła..
Instaluję w kuchni kolejny kominek. Wypełnię brak mego żaru jego ciepłem. Tak myślę..

Za zakrętem życia jest poślizg. Próbując z niego wyjść, wciąż nosi mnie z jednej strony na drugą, obijam się o drzewa, koziołkuję. Czy się zatrzymam i gdzie? I czy będę zdolna do dalszej podróży??
Ech żyźń..
A tu jesień taka piękna



środa, 24 września 2014

Rowerkiem po ..nowe.

Póki co ..siedzę. A zaczęło się tak górnolotnie. Tyle poczucia nadziei na zmiany i co? I guzik z pentelką.
Ech życie... Potrafisz zaskakiwać. Jak zmiany to ..już, natychmiast! Ileż jeszcze będę czekać? Tydzień, miesiąc, rok? Ty wiesz, że do cierpliwych nie należę. Albo teraz, albo ...odpuść se.
No i chyba odpuszcza,  los co mi starego rancza nie chce sprzedać i pozwolić wynieść się na koniec świata. Ot, realia finansowe trzymają. Jak zwykle. Chcesz mieć pełny brzuch, łaź po ziemi a nie w chmurach.
No więc skoro już mam tu zostać to .... co u licha mam robić?
Ranczerskich obowiązków już się pozbyłam. Caluśkie lato przeleżałam na leżaku próbując się odnaleźć w tym nowym zajęciu. Szło nieźle, na początku. Po dwóch miesiącach kompletna deprecha, dołek, cholera wie co. Przestałam jeść. Kompletnie. Powróciłam do licealnej wagi więc dobrze, tylko jakoś gęba mi się zmarszczyła. Coś za coś. Potem szpital jeden, drugi, wyraźnie szukali raczyska, nawet markery im wyszly a tu NIC. Kobitka psychiczna znaczy się. Nawet lęki ma więc jakby się zgadza.
Tylko jak tu lęków nie mieć gdy świat nagle w poprzek staje?

W ramach szukania ratunku odwiedziłam Mądre Głowy, odbyłam Mądre Rozmowy po czym i tak dostałam i grzecznie łyknęłam niebieską pastyleczkę od przemiłej pani doktor i .... ozdrowiałam.
A więc jednak ta chemia, chemia mózgu. Zaszwankowała, wypaliła się przez ostanie miesiące i trzeba ją było uzupełnić. Niedługo, dni parę. Bajki - ktoś powie. Ano bajki ale na mnie podziałały i w świat tzw. realny przywróciły. Na mój wsiowy łeb to są jakieś jednak naturalne odstresowywacze i kiedy ich zabraknie trzeba z zewnątrz dostarczyć.

Kroczę sobie przez ten Świat i nadziwić się nie mogę jakie to psikusy człowiekowi On sam płata.
I nie znasz człowieku dnia ani godziny kiedy Cię to Złe w samym Tobie dopaść może. Ani czy odpuści i kiedy?
Więc żyj tu i teraz. Ciesz się tym co masz. Filtruj przyjemne bodźce, przykre won! Bez poświęceń, bez wyrzeczeń, bez kompromisów i bez umartwiania. Na rozczarowania flinta i duży kaliber. Nie ma niuansów. Ktoś Cię skrzywdził, rozczarował, zawiódł? Ktoś doi, wysysa energetycznie, drażni? Bierz miecz i tnij pasożyta. Bez niego wreszcie poszybuję gdzie chcę, jeśli zechce.. i mam kasę.
Póki co leżaczek zamieniłam na rowerek. 

czwartek, 8 maja 2014

Tylko życie

Zakończyłam kolejny etap życia. Podobno ten najlepszy, najważniejszy. Segreguję wspomnienia. Wyrzucam skorupki. Niczego nie chcę sklejać, nigdzie wracać. Wiatr najwyraźniej chce mnie stąd wygonić, rzucić w nowe miejsce. Lepsze? Gorsze? Inne. Czekam na jego silny podmuch, rozkładam skrzydła i ...niech się dzieje.To tylko ...życie.