..dziś rano na liczniku 48 kg. To już nie liceum a podstawówka. Przy wzroście 160 cm.
Toż całe święta żarłam, nie jadłam. I taki efekt?
Nic nie rozumiem. Jakieś czary. Moje pastylki szczęścia podobno powodują tycie. Więc gdzie ono?
Chyba jestem jedną z nielicznych białogłowych, która chce PRZYTYĆ!!!
A z drugiej strony tak ..lekko i zgrabnie nawet.
Jeśli kilogramy przywrócą mi spokój, zadowolenie i sens to mogę tyć, tyć i tyć. Nic nie zastąpi dobrego samopoczucia, wygląd jest drugorzędny. Do tego doszłam na koniec mijającego roku i to daję pod rozwagę wszystkim niezadowolonym z nadmiaru ukochanego, swojego własnego ciałka.
Janusz sprawdził kiedyś na sobie nic tak nie odchudza jak głęboki stres. W jego przypadku 11 kg w ciągu 1,5 miesiąca oczywiście cały czas normalnie jadł :/
OdpowiedzUsuńSerdecznie Noworocznie pozdrawiamy :)
tak,tak, znam przypadek schudnięcia na skutek depresji 30kg, mężczyzna 60 letni ważył 50 kg.
UsuńJest jeszcze druga "skuteczna metoda" ..zakochanie..
Serdeczne dzięki za życzenia,pozdrawiam i ja w roku kozy
też bym tak chciała...
OdpowiedzUsuń